Messerschitt Bf-109 F2 cz. 1

Opis zestawu, budowa skrzydła.

Modele samolotów nienieckich rzadko potyka się na polskich lotniskach modelarskich, dlaczego…? Sam byłem sceptykiem takich modeli, a brało się to z uwarunkowań historycznych. Przez moje ręce przeszło kilka małych modeli piankowych, zarówno Messerschmittów, jak i Fock, latały bardzo dobrze, ale jakoś mnie nie pociągały. Parę lat temu do naszej redakcji dotarł model Messerschmitta Bf-109 E „Emil” firmy EMS i był to pierwszy duży Messer, który maiłem okazje testować. Model został opisany na naszych łamach. Mimo początkowych obaw o bardzo mały statecznik poziomy i spore obciążenie płata, okazało się, że Emil doskonale latał i od początku się w nim zakochałem. Był to jeden z moich ulubionych modeli, który niestety, został po dwóch latach użytkowania poważnie uszkodzony i w tej chwili czeka u kolegi na naprawę. Byłem tak zadowolony z własności lotnych tego modelu, że zaraz po kraksie kupiłem podobny model – tym razem firmy CMP BF-109 G. Latam nim już czwarty sezon i ciągle się nie znudził (i w końcu może go opiszę), ale najpierw Bf-109 F2 ze stajni firmy Hangar 9.

Z modelem tym spotkałem się pierwszy raz dwa lata temu na targach w Norymberdze, wtedy był nowością, ale mnie, na pierwszy rzut oka, nie podobał się. Wydawał się nieproporcjonalny i jak dla mnie trochę za mały – jego rozpiętości to „zaledwie” 1630 mm. Minęło jednak kilka miesięcy i trafił on do naszych redakcyjnych testów. Koledzy stwierdzili: „ty lubisz Messerschmitty, więc go testuj”. Nie pozostało nic innego jak zabrać się do pracy.

Większość modeli tej wielkości obecnie wytwarza się z wszelkiego rodzaju EPP, ale jak przystało na topową markę, Hangar 9, Testowany model to konstrukcja klasyczna balsowo-sklejkowa. Po przyjrzeniu się zawartości zestawu, zacząłem powoli zmieniać swą pierwotną opinie wyniesioną z targów. Mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, producent zadbał o makietowe szczegóły, takie jak chwyty powietrza, kokpit z figurką pilota, pełna mechanizacja płata, profilowy statecznik poziomy, czy antena i najważniejsze – model pokryty jest folią z naniesionym liniami podziału blach i w kolorystyce odpowiadającej istniejącemu w rzeczywistości egzemplarzowi zwanego „Czarną ósemką” latającym w JG 54. Jest to bardzo istotne jeśli chcemy kiedyś wystartować tym modelem w zawodach makiet. Sama konstrukcja jest bardzo przemyślana, a zdejmowana cała górna część kadłuba wraz z kabiną pilota zapewnia bardzo dobry dostęp do wnętrza modelu i całego wyposażenia (fot. 1, 2).

Zestaw fabrycznie przygotowany jest zarówno do montażu napędu spalinowego, jak i elektrycznego (fot. 3). Do zmiany rodzaju napędu wystarczy użyć dostarczonych przez producenta elementów konwersyjnych, a w wersji elektrycznej modelu nie będzie szpecił wystający cylinder silnika. Również dostęp do akumulatorów jest bardzo prosty, dzięki wspomnianej już zdejmowanej górnej części kadłuba.

Sam montaż modelu jest prosty, więc skupię się tylko na charakterystycznych, lub nietypowych elementach. Ciekawe rozwiązanie zastosowano przy napędzie steru wysokości. Cały mechanizm ukryto w kadłubie (fot. 4) – ładne i eleganckie, ale po pierwsze trudno jest zapiąć snap na dźwigni sterów, a po drugie trudno go zabezpieczyć przed odpięciem (fot. 5). Trzeba to koniecznie zrobić, bo czym grozi rozpięcie się napędu wysokości w locie, chyba nie muszę tłumaczyć, zwłaszcza że producent zastosował tu snap plastikowy – o wiele pewniejsza byłby metalowy i sugeruję zmianę tego elementu przed zamontowaniem steru. Po jego montażu, każda ingerencja wymagała będzie odcinania powierzchni sterowych wklejonych na taśmowe zawiasy.

Ciekawym rozwiązaniem jest mocowanie wyłączników zasilania – ukryto je w kadłubie na prawej burcie. Przygotowano odpowiedni element sklejkowy i miejsce jego wklejenia (fot. 6, 7). W efekcie nic nie szpeci modelu na zewnątrz.

Wspominana już dwukrotnie wcześniej kabina, zapinana jest jednym zamkiem i z szybkością dostępu jak i samym dostępem do wyłączników w trakcie eksploatacji, nie ma żadnego problemu. Pozostając przy kadłubie przyjrzyjmy się mocowaniu silnika. Montujemy  go do solidnej i co istotne – porządnie sklejonej skrzynki silnikowej (fot. 8). Wręga czołowa (silnikowa) jest już wklejona, tak by zachować wszystkie wymagane kąty ustawienia silnika i są one dobrze dobrane, co pokazały loty modelu – nie ma on żadnych tendencji do uciekania, czy zadzierania niezależnie od obrotów silnika.

 

Przejdźmy do skrzydeł. Klasyczna konstrukcja z pełnym pokryciem, balsowym wyposażona w makietowe dwusekcyjne klapy, z tym że sekcję wewnętrzne (przykadłubowe), można zastosować opcjonalnie. Wymaga to użycia dodatkowych dwóch serw. Niestety, ze względu na wymiary modelu, wszystkie serwa w skrzydłach to serwa klasy midi, które są mało popularne i dostanie dobrych, mocnych i szybkich wymaga poszperania w internetowych zasobach. Lotki, jak w większości współczesnych zestawów, mocowane są na taśmowych zawiasach, ale klapy już na bolcowych (fot. 9). Pamiętajmy, by przy ich wklejaniu zabezpieczyć ruchome miejsce przed sklejeniem – ja przesmarowuję zawias rzadkim olejem. Idealny jest silikonowy olej do amortyzatorów modeli samochodowych – dobrze penetruje, a jednocześnie jest bezbarwny i nie brudzi modelu (fot. 10).

Po wklejeniu lotek i klap oraz zamontowaniu serw, do skończenia skrzydeł pozostaje jedynie montaż podwozia. Standardowo w zestawie znajdziemy stałe podwozie, ale uzupełnione o ładne makietowe osłony luków, jednak by model nabrał w powietrzu rasowej sylwetki, dobrze jest zastosować alternatywne, elektrycznie chowane podwozie, które można dokupić do zestawu. Niestety nie jest najtańsze, a w dodatku ze względu na charakterystykę podwozia oryginału (81-stopniowe otwarcie), nie bardzo nadaje się do wykorzystania w innych modelach. Niemniej jednak, takie podwozie dotarło do naszej redakcji i zastosowaliśmy je w testowanym Meesrschmicie. Sam montaż mechanizmu nie sprawia problemów – wszystko pasuje idealnie, ale pojawił się problem z goleniami podwozia. W zestawie znajdziemy golenie wykonane z drutu zagiętego przy zamku, tak by amortyzowały uderzenia (fot. 11).

Element ten, niestety nie mieści się we wnęce i trzeba podszlifować klocki mocowania podwozia, tak by sprężyna schowała się w nie, umożliwiając domknięcie podwozia (fot. 12, 13). Można tego uniknąć stosując makietowe, opcjonalne golenie, których niestety nie było.

Po podszlifowaniu klocków mocujących i docięciu goleni do potrzebnej długości (fot. 14), podwozie działa prawidłowo, a elektronika zabezpiecza cały układ przed przeciążeniem – w przypadku zablokowania podwozia mechanizm automatycznie wyłącza napęd.

Po zamocowaniu pokryw luków (fot. 15) skrzydło jest gotowe.

W części 2: kadłub, napęd, elektronika oraz oblot modelu.

Teks i zdjęcia: Marek Hlebowicz

Dziękujemy firmie Skorpio-Polska (http://www.scorpio-polska.pl), dystrybutorowi modeli firmy Hangar 9,  za udostępnienie modelu do testów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. more information

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij