Spielwarenmesse 2107 – co dalej z modelarskim rynkiem?

Na tegoroczne targi Spielwerenmesse do Norymbergii jechałem z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony w zeszłym roku wydawało się, że w świecie modelarskim coś się ruszy. Z drugiej jednak dochodziły nas niepokojące sygnały o „średniej” sytuacji na rynku modelarskim. Wycofanie się firmy Hobbico z bezpośredniej dystrybucji swych produktów na rynku europejskim, rezygnacja przed samymi targami z wystawiania się przez Horizon Hobby, informacje o problemach firmy JR i wiele innych sygnałów nie napawało optymizmem. Niemniej jednak, jak co roku, trzeba było odwiedzić jakby nie było największe targi zabawek, w ramach których modelarstwo RC zawsze było bardzo widoczne.

Pierwsze kroki skierowaliśmy, jak zwykle, do centrum prasowego, gdzie dostaliśmy pełen katalog wystawców. Od razu przeszliśmy do analizy stoisk na modelarskiej hali 7A. I obawy zaczęły się urzeczywistniać. Brak stoisk największych graczy, wiele stoisk o zmniejszonych powierzchniach, a nawet, czego nie było w latach ubiegłych, puste miejsca! Nigdy nie był tak, żeby jakaś „ściana”, czy wnęka w halach modelarskich, nie była zabudowana nawet małym stoiskiem!

Przyczyny takiego stanu rzeczy są według mnie różnorodne. Po pierwsze cały czas czuć światowy kryzys, który w połączeniu z niepewna sytuacją polityczną w krajach EU, powoduje to, że ludzie boją się wydawać pieniądze, a pierwsze na czym oszczędzamy to hobby. Widać to chociażby po dużych, czytaj drogich, modelach – praktycznie nic nowego od paru lat się nie pojawiło! Z drugiej strony modelarz niechętnie rezygnuje ze swej pasji – zaczyna szukać tańszej alternatywy. Stąd tak popularne w ostatnich latach modele z pianek EPP – mimo, że według mnie z zawyżonymi cenami, to jednak dalej tańsze od modeli konstrukcyjnych i… rozpęd jak widać w modelach plastikowych. Co prawda, nie zajmuje się takimi modelami już od ładnych kilkunastu lat, ale zawsze z sentymentem oglądam „plastikowe” stoiska. Już w zeszłym roku było widać nowe modele, a w tym roku ten wzrost był już bardzo wyraźny i to w całym zakresie modeli – od samochodów, przez okręty i statki po modele samolotów. Praktycznie nie było stoiska, które nie pokazałoby przynajmniej jednego nowego produktu i kilku poprzednich w nowych zmodyfikowanych wersjach!

Kryzys finansowy wpłynął negatywnie na firmy modelarskie – spadek obrotów spowodował duże kłopoty sprzedawców. W efekcie, już w zeszłych latach, było kilka spektakularnych upadków poczynając od Graupnera, który przekształcił się w nową okrojona spółkę poprzez Robbe, czy duże kłopoty Kyosho, a w tym roku największą niespodzianką była zmian właściciela firmy HPI, choć modele pod ta marką dalej będą oferowane. Wyglądało na to, że rynek modelarski przejmą największe koncerny, takie jak Hobbico czy Horizon Hobby, które są de facto, jak większość dużych graczy, dystrybutorami kilkunastu mniejszych wytwórców sprzedających swe produkty pod wyżej wymienionymi markami. Jak już pisałem,w ubiegłych latach, taka sytuacja powodowała, że mali producenci oferujący często ciekawe modele i rozwiązania, nie bardzo mgli przebić się na światowy rynek – ich produkcja była po prostu za mała. W efekcie wiele z tych firm nie przetrwało. Skupienie sprzedaży przez dużych dystrybutorów, teoretycznie miało sens, ale brak różnorodności spowodował przesycenie rynku podobnymi modelami, a otworzenie własnych sieci handlowych okazało się zbyt kosztowne, stąd na przykład, prawdopodobnie wynikło wycofanie się Hobbico z bezpośredniej dystrybucji na rynek europejski przez przejętą sieć firmy Revell i powrót do dystrybucji przez kilka mniejszych firm. Niestety na targach pojawił się tylko przedstawiciel na rynki Europy Zachodniej, nie było natomiast dystrybutorów na Europe środkowa i wschodnią.

Na Sytuację opisaną powyżej ma wpływ jeszcze jeden element – Internet, a właściwie pojawienie się dużych bardzo dynamicznie rozwijających się e-sklepów modelarski, które coraz częściej są wstanie zamawiać większe ilości towaru. Nic więc dziwnego, że poszczególni producenci coraz chętniej sprzedają swoje wyroby bezpośrednio sklepom, czy to w systemie OEM, czyli produkowane pod markę sklepów, czy też pod markami własnymi. Przykładem, takiego dynamiczne rozwijającego się sklepu, niech będzie chociażby polski Gimik, który nie dość że prężnie działa na polskim rynku, to w dodatku zdecydował się na prezentację swojej oferty na targach i wreszcie obok AtrHobby doczekaliśmy się drugiego polskiego wystawcy – brawo! Przejęcie rynku przez sieci mniejszych sklepów/dystrybutorów powinno zaowocować jeszcze jednym – zwiększoną różnorodnością modeli i wyposażenia. Te sklepy powinny być naturalnymi odbiorcami mniejszych, czy wręcz niszowych producentów. Czy tak się stanie pokażą następne lata.

Tyle o samym rynku, a co z modelami i modelarską ofertą? Tu widać zmiany. Już we wcześniejszych tekstach wspominałem, że modelarska „moda” zmienia się co kilka sezonów i w końcu zatacza koła. Był szał na śmigłowce, samochody, mikrośmigłowce, mini samoloty, mini samochody, a ostatnie lata to dronowy szał. Na szczęście moda na drony, a właściwie wielowirnikowe zabawki powoli mija i już nie dominują i to nie tylko na targach. Oczywiście są widoczne, ale znalazły swe nisze. Po pierwsze – profesjonalne systemy do filmowania z powietrza, po drugie – wyścigi. W obu segmentach było sporo nowości, choć niekoniecznie innowacji. Niestety w moim ukochanym segmencie – modelarstwie lotniczym – widać kompletny zastój nic nowego, ciekawego nie ma, choć widać światełko w tunelu. Co prawda nie było go widać na targach, ale w rozmowach z dystrybutorami i sklepami pojawia się zauważalna tendencja do powrotu modeli większych – konstrukcyjnych. Oby ten trend się utrzymał i przywrócił modelarstwu lotniczemu należną mu rangę. Rozkwit natomiast przeżywa modelarstwo samochodowe. Nowych modeli było dużo i naprawdę było co oglądać. Widać wyraźny powrót modelarzy do tego typu modeli. Podobnie ma się sytuacja z modelami… szkutniczymi. Dotychczas nie było o czym pisać – znane modele na stoiskach dwóch-trzech firm czasem tylko lekko zmodyfikowane. W tym roku jednak stoisk „szkutniczych” było przynajmniej kilka i to z nowymi, ciekawymi modelami zarówno jednostek żaglowych jak i tych zapędem mechanicznym. Oby tak dalej.

Co z elektroniką? Tu sytuacja jest niepewna. Znikniecie z rynku firmy JR tłumaczone zamknięciem fabryki i przenoszeniem produkcji w inne miejsce jest jakimś wytłumaczeniem. Moim jednak zdaniem problem leży w unifikacji systemów 2,4 GHz. Póki JR pracowało na systemie opracowanym przez firmę Spektrum było na ryku – wypuszczenie nadajników we własnym systemie nie przyniosło chyba oczekiwanych rezultatów. Unifikacja jest dobrym kierunkiem i w końcowym etapie, według mnie pozostaną na rynku 3-4 systemy, reszta skazana jest na naturalne wymarcie. Przykładem unifikacji niech będą „dalekowschodnie”, coraz lepsze, systemy radiowe, różnych firm, bazujące praktycznie na jednym systemie transmisji 2,4 GHz. Podobna sytuacja co firmę JR może spotkać Futabę. Co prawda jest bardzo popularna i ceniona wśród modelarzy, ale znikniecie z rynku jej głównego dystrybutora – Robbe – komplikuje jej rynkową sytuację. Graupner, ze swoim naprawdę dobrym systemem, trzyma się głównie dzięki niemieckiemu rynkowi, podobnie jak i Multiplex. Co będzie dalej to się dopiero okaże.

Tyle małej analizy rynkowej. Zapraszam do obejrzenia mini fotoreportażu, a niedługo powinny pojawić się wideo relacje na kanele Yoytube o czy poinformujemy na naszym profilu na Facebooku.

« 1 z 2 »

Tekst: Marek Hlebowicz

Zdjęcia: Jagoda Hlebowicz, Paweł Kacprzak

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. more information

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij