Polemika do artykułu w “Modelarzu” 9/2017

W numerze 9/2017 Modelarza, zamieszczono ostrą krytykę dotyczącą materiału zawartego w artykule Pawła Woźniaka z numeru 7/2017,  o zawodach makiet w Dęblinie oraz jego osoby, autorstwa Krzysztofa Króla.

Ponieważ sprawa jest, moim zdaniem, bardzo istotna, to także postanowiłem zabrać głos w tej sprawie. Odniesienia personalne przypominają czasy, gdy nie ważna była istota rzeczy i słuszność krytyki, ale kto to robi i z czyjej inspiracji.

Można nazywać tę „królewską” klasę modelarstwa lotniczego, jak to robi Krzysztof Król, ale w kalendarzu imprez AP czytam „Puchar Polski Makiet RC Dęblin 9-11 czerwca 2017 r”. Złośliwie mówiąc autor był prawdopodobnie na innej imprezie, na której widział modele redukcyjno-latające.  Przechodząc dalej, to rację ma Krzysztof Król, twierdząc, że aktualnie obowiązujący regulamin eliminuje łączenie poszczególnych manewrów (figur) w wiązanki. W konsekwencji makieta samolotu akrobacyjnego najnowszej generacji wykonuje lot na poziomie trudności samolotu szkolnego z lat 30 ubiegłego wieku. O ile tam był słaby silnik i „wredny” profil, to symetryczna makieta z potężnym napędem profanuje zalety pierwowzoru. I tu jest właśnie rola sędziów by odpowiednio wynagradzać pilota wybierającego trudne i zgodne z właściwościami pierwowzoru manewry, a nie bezdusznie podchodzić do sprawy.

Pawła Woźniaka poznałem w latach 80 ubiegłego wieku. Wielokrotnie sędziował  (najczęściej jako przewodniczący komisji) w zawodach, w których brałem udział jako zawodnik, obserwator i organizator. Zawsze miał opinię sędziego wnikliwego i bezstronnego, chociaż bywali też, w ich opinii, „skrzywdzeni”. Ma też podstawową  „wadę” – zna się na tym o czym pisze, a wielu tego nie lubi. Modelarz, instruktor modelarski, pilot samolotowy, instruktor samolotowy, organizator i kierownik Aeroklubu. Przy tej wyliczance zauważyłem kolejne wady – nie jest absolwentem WAT’u i nigdy nie był kapitanem PLL LOT.

Jeżeli odnosił się krytycznie do jakiegoś elementu statyki, lotu czy sędziowania to robił to wyłącznie w celu uświadomienia błędu zawodnikowi, czy sędziemu, aby mógł ustrzec się  go w przyszłości. Ma do tego prawo, a nawet obowiązek! Cel jest jasny – wzrost poziomu polskich zawodników startujących w klasach F4. Dotychczas żaden reprezentant naszego kraju nie zdobył tytułu  mistrzowskiego na międzynarodowych zawodach w klasie F4C, F4H i F4G.

W tej sytuacji nie proszę, ale wręcz żądam następnych artykułów „makietowych” pisanych przez Pawła Woźniaka. Czekam na takie publikacje!

 

Emeryt, mgr inż. mechanik Stanisław Maciąg

były student prof F. Janika, J. Dowkontta i K. Zembrzuskiego

 

P.S. Więcej luzu Panowie.

 

Zapraszamy do obejrzenia małego fotoreportażu z dęblińskich zawodów autorstwa Artura Borowskiego (red.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. more information

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Zamknij